Dziewięć lat temu wybuchła frankowa bomba. Dzisiaj pisze się jej kolejny rozdział

WIBOR (akronim od Warsaw Interbank Offered Rate) to wskaźnik będący średnią stawką procentową po jakiej banki komercyjne udzielają pożyczek innym bankom. Jego wysokość ustalana jest codziennie, jednak do wyliczania oprocentowania kredytów stosuje się wskaźniki z różnych przedziałów czasowych np. 1M – WIBOR jednomiesięczny, 3M – WIBOR kwartalny, 6M – WIBOR półroczny. Zdecydowana większość udzielanych w Polsce kredytów udzielana jest w oparciu o dwa ostatnie wymienione. Wskaźnik WIBOR, obok marży banku, stanowi obecnie powszechnie stosowany składnik formuł wyliczenia wysokości oprocentowania kredytu. Ma on kolosalne znaczenie szczególnie w przypadku zobowiązań o oprocentowaniu zmiennym, do tej pory o wiele popularniejszych od tych o stałej stawce. Wysokość WIBOR zależy m.in. od wysokości referencyjnej stopy procentowej. Ta od jesieni 2021 była sukcesywnie podnoszona przez prezesa NBP w związku z rozpędzającą się inflacją. Rosnący WIBOR doprowadził więc do drastycznego wzrostu rat kredytowych.

Co jednak ważne – nie sama podwyżka miesięcznych transz, jakie trzeba zapłacić bankowi, jest w całej tej sytuacji najbardziej problematyczna. Kontrowersje wzbudza fakt, iż umowy kredytów złotówkowych opartych o zmienne oprocentowanie skonstruowane są tak, że cały ciężar ryzyka majątkowego banki przerzuciły na swoich klientów, nie ponosząc jakichkolwiek negatywnych konsekwencji finansowych na wypadek rosnących stóp procentowych i galopującej inflacji. Ponadto – rosnący WIBOR nie stanowi dla banków żadnego obciążenia. Wręcz przeciwnie – wzrost tego wskaźnika oznacza generowanie większych zysków. Wspomniane ryzyko w takim przypadku ponosi jedynie kredytobiorca, a to w świetle obowiązujących przepisów jest niedopuszczalne. Trzeba zresztą wspomnieć, że WIBOR ustalany jest bezpośrednio przez największe banki, a więc jego wysoko poziom leży zwyczajnie w ich interesie.

Bank Szwajcarii postanowił więc, że utrzyma sztywny kurs franka do euro nie niższy niż 1,2, a każde zejście poniżej tego poziomu będzie zasypywał dodrukiem waluty. Bardzo silna waluta była jednak Szwajcarom nie do końca na rękę ze względu na osłabiającą się konkurencyjność eksportu, choć wtedy były to bardziej hasła polityczne, niż realne zagrożenie. Bank argumentował również, że sztywny kurs jest koniecznością, bo obawia się deflacji, czyli spadku cen (wtedy chciano pobudzić ceny poprzez droższy import ze względu na słabszą walutę; Szwajcarzy przy kursie 1,5 franka za euro płaciliby za importowane towary więcej, niż za 1,2).

2015 rok !! Krach na franku szwajcarskim - trochę historii

W szczytowym momencie kurs franka szwajcarskiego do polskiego złotego skoczył o połowę do rekordowej wtedy wartości 5,14, choć jeszcze rano tego samego dnia za 1 franka trzeba było zapłacić 3,54 zł. Później w ciągu dnia kurs ustabilizował się na poziomie 4,15-4,20 zł, czyli i tak znacząco wyższym, niż ktokolwiek w naszym kraju mógł przypuszczać jeszcze kilka dni wcześniej.

Innymi słowy, złoty leciał w dół, frank piął się w górę. To nie mogło spodobać się osobom, które w tej drugiej walucie posiadały kredyty.

W mediach zaczęły się masowe wyliczanki. „Jeżeli ktoś wziął kredyt o wartości 300 tys. złotych, w połowie 2008 roku, to miesięczna rata, przy kursie franka 3,6 zł wynosiła ok. 1760 złotych miesięcznie. Umocnienie franka do poziomu 4,2 złotych oznacza wzrost miesięcznej raty do 2070 zł” – przekonywała wtedy jedna z analityczek.

O frankowiczach robiło się coraz głośniej, a ich problemy były wtedy na tapecie wielu polityków. Między innymi niezbyt szeroko znanego kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy, który zarzekał się, że użyje wszelkich możliwych środków, aby im pomóc. Co z czasem z tego zostało, to już inna sprawa. Zaczęły się masowe protesty, które przerwała pandemia. Na transparentach frankowiczów mogliśmy czytać napisy: „Banksterzy won”, czy „Toksyczny sektor, toksyczny zysk”.

I się nie spodobało. Choć termin „frankowicz”, czyli osoba z kredytem hipotecznym we franku szwajcarskim, zostało ukute znacznie wcześniej, po tym wydarzeniu nabrało nowego blasku.