Rosną obawy windykatorów i

Rosną obawy windykatorów i radość dłużników.

Co ma robić przedsiębiorca w momencie, kiedy otrzyma wezwanie do spłaty.

Przede wszystkim powinien skupić się na ustaleniu stanu faktycznego zobowiązania. Dokładnie przeanalizować jego stan faktyczny i prawny oraz zbadać wszelkie okoliczności, czy nie budzą żadnych wątpliwości, co do zasady i wysokości wskazanego zadłużenia.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Prawie 46 mld złotych-tyle wynoszą  ,według raportu przygotowanego w 2018 roku przez Krajowy Rejestr Długów (KRD) , długi Polaków. W KRD figuruje 2,5 miliona osób, a prawie 7 tysięcy dłużników ogłosiło w ubiegłym roku upadłość konsumencką. Wiele osób uważa, że ogłoszenie bankructwa pozbawi je kłopotu spłaty zadłużenia. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że równocześnie może ich pozbawić  całego majątku i potrwać nawet 3 lata
Ograniczenia w egzekucji z nieruchomości

Kolejny pomysł w ustawie antylichwiarskiej to wprowadzenie ograniczenia w egzekucji z nieruchomości. Zgodnie z obowiązującymi przepisami licytacja mieszkania jest możliwa nawet wówczas, gdy dług wynosi ułamek jego wartości. Ministerstwo Sprawiedliwości chce z tym skończyć. W projekcie proponuje dodanie art. 9521 kodeksu postępowania cywilnego. Jego par. 2 ma stanowić, że wierzyciel jest uprawniony do złożenia wniosku o zlicytowanie lokalu dłużnika, jeżeli wysokość egzekwowanej należności głównej stanowi co najmniej równowartość jednej dwudziestej sumy oszacowania. Czyli mówiąc prościej: jeśli czyjś dom jest wart 500 tys. zł, zlicytować go będzie można jedynie wówczas, gdy dług wynosi co najmniej 25 tys. zł.

„Można się spodziewać, że rozwiązania te negatywnie wpłyną na i tak niską skuteczność egzekucji. Mogą być one wykorzystywane przez nieuczciwych dłużników, którzy formalnie nie posiadają żadnego majątku poza nieruchomością” – uważa Związek Banków Polskich w swej opinii do projektu. Zdaniem Krajowego Związku Banków Spółdzielczych ograniczenie egzekucji z nieruchomości spowoduje obniżenie ściągalności wielu długów. Spowoduje też pogorszenie się dostępności do kredytowania, gdyż pożyczkodawca musi mieć jakieś zabezpieczenie. Dziś bywa, że jest to nieruchomość. Gdy nie będzie można zabezpieczyć pożyczki na czyimś mieszkaniu lub domu, często kredyt nie zostanie udzielony. Otwarte pozostaje to, czy to dobrze, czy źle dla osoby, która potrzebuje pieniędzy.

Co może windykator i jak broni się dłużnik?

6 czerwca w życie weszła ustawa zakazująca stalkingu, czyli uporczywego i złośliwego nękania. W założeniu miała chronić osoby prześladowane przez byłych partnerów czy byłych współpracowników z pracy. Pomóc może również dłużnikom ściganym przez banki i firmy windykacyjne

– Ustawodawca zrezygnował z konieczności badania przez sąd na etapie postępowania o ogłoszenie upadłości kwestii zawinienia przez dłużnika w doprowadzeniu lub pogłębieniu stanu niewypłacalności, stanowiące jeszcze w obecnym stanie prawnym przesłanki negatywne. Oznacza to, że dłużnik, składając od marca 2020 r. wniosek o ogłoszenie upadłości, będzie miał niemal pewność, że upadłość zostanie ogłoszona – wskazuje Krzysztof Gołaszewski, doradca restrukturyzacyjny i radca prawny. I wyjaśnia, że o umorzeniu długów decydować będzie na końcowym etapie postępowania sąd, przy czym odmowa oddłużenia będzie miała najprawdopodobniej miejsce w przypadku dłużników działających świadomie i z premedytacją w złej woli, najczęściej w celu pokrzywdzenia wierzycieli. Mówiąc najprościej: z upadłości konsumenckiej będzie mogło skorzystać znacznie więcej osób niż do tej pory. W tym te, które nie postępowały zbyt rozsądnie, gdy się zadłużały.

Branża co roku przygotowuje się do rewolucji

Kolejne istotne dla wierzycieli zmiany zawarte są w projekcie ustawy antylichwiarskiej. Szansa na jej uchwalenie w bieżącej kadencji Sejmu jest minimalna, ale projektodawca – resort sprawiedliwości – zapewnia, że szybko w nowej kadencji powróci do inicjatywy.

Kluczowy element ustawy to obniżenie limitu kosztów pozaodsetkowych, czyli dodatkowych opłat, na których zarabiają instytucje pożyczkowe. Dziś wynosi on 55 proc. w skali pierwszego pełnego roku od daty zaciągnięcia pożyczki. Ma zaś wynosić 20 proc. Przy czym przez wiele miesięcy konsultowano projekt ustawy, w którym wskazywano jako propozycję 45 proc.

 

– Tempo wprowadzania i liczba zmian w prawie bardzo utrudnia prowadzenie stabilnego biznesu w branży finansowej. Jakiekolwiek kalkulacje i prognozy są niemożliwe, jeżeli co roku przechodzimy rewolucje w kosztach, regułach windykacji i egzekucji, zazwyczaj niekorzystne dla wierzycieli. Taka odpowiedzialność zbiorowa premiuje biznesy agresywne, nastawione na szybki zysk, które uciekną z Polski, zanim odczują kolejne nowelizacje – krytykuje Jarosław Ryba. Reprezentowany przez niego związek wskazuje w swej opinii do propozycji przyjęcia limitu kosztów na poziomie 20 proc., że oznaczać to będzie upadek większości instytucji pożyczkowych. Z drugiej strony Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że do tej pory wiele firm miało się jak pączki w maśle. I żaden liczący się na rynku gracz nie upadnie. Firmy po prostu mniej zarobią, za to ulgę odczują niezamożni Polacy.

Close Menu