Co piszą o kancelarii antywindykacyjnej ?

Podpatrzone w Irlandii

Dominik Ciecierski, właściciel Kancelarii Antywindykacyjnej, wypowiedzi swoich adwersarzy z drugiej strony barykady kwituje krótko: to, że windykatorzy nas nie lubią, wcale mnie nie dziwi. Bo mieszamy im szyki.

Ale jeśli chodzi o diagnozę branży, w której działa, zgadza się z nimi w dużej mierze. Na przykład w tym, że usługi antywindykacyjne świadczą czasem podmioty przypadkowe, nie do końca rzetelne, których „model biznesowy” opiera się na drukowaniu szablonów dokumentów. – Bez problemu można znaleźć takie oferty, a to niewiele ma wspólnego z pomocą dla dłużnika. To są takie usługi paraprawnicze. Część moich klientów przeszła przez tego typu paraantywindykację – opowiada. Nie ma najlepszego zdania o takiej działalności: pobieranie danych od dłużnika i odsyłanie mu – za pobraniem 200, 300 zł – wypełnionego już pisma, którego wartość procesowa często jest znikoma, jest naganne. – Wysyłając to do sądu, dłużnik tylko traci czas i zmniejsza swoje szanse – mówi Ciecierski.

Swoją filozofię biznesu wykłada prosto: antywindykacja nie jest od tego, żeby załatwić komuś spokojne życie za pożyczone pieniądze. – Nie będę reprezentował klienta, który mi powie: pożyczyłem i zamierzam dalej pożyczać, a wy zróbcie, żebym mógł nie spłacać i żyć w dostatku. Ale z drugiej strony dłużnik nie jest przestępcą z założenia. Często popadł w kłopoty z powodów obiektywnych. Dłużnikiem można zostać umyślnie, ale można też wpaść w długi np. przez niewypłacalność swoich kontrahentów – tłumaczy Ciecierski

Sam zaczynał jako windykator. Jak twierdzi, pracował nad stworzeniem działów windykacji w większości banków w Polsce. – Stworzyliśmy własną kancelarię prawną, która obsługiwała takie właśnie projekty. Pisaliśmy scenariusze rozmów, jakie mieli prowadzić bankowi specjaliści od odzyskiwania długów. Robiliśmy dywersyfikację portfeli wierzytelności. Poznałem bardzo dobrze metody windykacji – na tyle dobrze, by stworzyć skuteczne narzędzia antywindykacji – opowiada.

Skąd się wziął pomysł? Ciecierski podpatrzył w Irlandii, jak się robi biznes na wspieraniu dłużników. Właśnie tam robił aplikację radcowską. – W tamtejszym prawie precedensowym już istniał system debt collect, czyli zasady pomocy prawnej dla dłużników. Tam to ma inną formę, wykorzystywane jest coś, co się nazywa polisa prawna. Pomyślałem: dlaczego nie zaoferować tego w Polsce? I to był strzał w dziesiątkę. Pod szyldem różnych kancelarii prawnych od około 5 lat już świadczę tego typu usługi – mówi.

Close Menu