Blog Single

12 Gru

Znana twarz w rejestrze

Ściąganiem wierzytelności zajmują się w pierwszej kolejności działy windykacji działające wewnątrz korporacji albo zewnętrzne firmy windykacyjne, jak np. Kruk. Większość sporów udaje im się załatwić polubownie – wystarczy kilka telefonów lub pismo z groźbą wpisania do rejestru dłużników, a zaległe pieniądze pojawiają się na koncie wierzyciela. Ale rośnie też grupa dłużników opornych. Ci trafiają w ręce komorników, a jeśli oni zawiodą, także prywatnych detektywów, bo odzyskiwaniem długów zajmują się zarówno firmy detektywistyczne, jak i wywiadownie gospodarcze. Przed pięcioma laty do kancelarii komorniczych rocznie wpływało łącznie niecałe 2 mln spraw. W zeszłym roku komornicy mieli ich na głowie 2,5 razy więcej – 4,9 mln spraw.

– Kiedyś dla przeciętnego Kowalskiego z małego miasteczka dług z finałem u komornika to był wstyd, dziś co drugi sąsiad tego Kowalskiego jest zadłużony, a większość ma sprawy u komornika. Nikogo już nie dziwi wizyta komornika w małej wiosce, to nie wzbudza żadnej sensacji – mówi Monika Janus z Izby Komorniczej we Wrocławiu. Efekt jest taki, że jeszcze 10 lat temu przypadki wykorzystywania kruczków prawnych, luk i trików, by uciec przed egzekucją, były incydentalne, dziś – przyznaje Janus – zdarzają się znacznie częściej.

Od końca grudnia 2013 r. przybyło 18,3 tys. dłużników i jest ich obecnie 2,34 mln. Przy czym rośnie nie tylko liczba zadłużonych Polaków, ale i grupa ścigających ich komorników. Jak podaje Ministerstwo Sprawiedliwości, jeszcze w 2008 r. było zaledwie 661 osób pełniących tę publiczną funkcję. Dziś jest ich niemal 1,3 tys. Jeszcze siedem lat temu komornicy odzyskiwali co trzecią złotówkę od nieuczciwego dłużnika (36,6 proc. kwot zleconych im do egzekucji). W kolejnych latach skuteczność komorniczych egzekucji spadała, by wynieść 22 proc. w zeszłym roku.

Spadek skuteczności wiąże się z kryzysem, ale nie tylko. – Niestety, miganie się od spłaty uchodzi w Polsce za dowód zaradności, sprytu, inteligencji, a nie oszustwa – przyznaje jeden z naszych rozmówców, dodając, że przykład idzie z góry. Przed komornikiem uciekają bowiem nie tylko zwykli obywatele, ale też ludzie ze świecznika, jak chociażby Jacek P., były szef Narodowego Funduszu Zdrowia. Gdy „Super Express” ujawnił jego machlojki, wybuchła afera na cały kraj.

Po rozwodzie mężczyzna miał na karku komornika. Był winien byłej żonie 165 tys. zł za połowę działki na Pomorzu. Gdy komornik wysłał do centrali NFZ pismo o zajęcie wynagrodzenia jej szefa, urzędnicy poinformowali go, że dzień wcześniej prezes na swój wniosek dostał w gotówce 95 proc. zaliczki na poczet wynagrodzenia. To bardzo nietypowa praktyka, by urzędniczą pensję wypłacać w gotówce, i to w środku miesiąca. Wiadomo było, że prezes złamał prawo, chcąc wyprowadzić komornika w pole. Sprawa trafiła do sądu, list ze skargą trafił do premiera Donalda Tuska. Ale dopiero gdy sprawa wyciekła do mediów, Jacek P. w atmosferze skandalu stracił stołek, a rok później usłyszał zarzuty przekroczenia uprawnień.

Ale jak pokazuje przykład innego słynnego dłużnika, medialny szum nie zawsze wystarczy, by wyegzekwować zobowiązania. O tym, że Adam Gessler od lat nie płaci czynszu i samej tylko Warszawie winien jest kilkadziesiąt milionów złotych, wiedzą niemal wszyscy – pracownicy jego restauracji, kontrahenci, producenci telewizyjnych show z jego udziałem, a nawet jego klienci i widzowie, którzy śledzą na małym ekranie kulinarne popisy nobliwego starszego pana. I jak widać, nieuczciwa działalność restauratora nie przeszkadzała mu w karierze. Jeszcze nie dawno Gessler z własnym programem brylował w TVP.

Misję przygotowania propozycji polskiego śniadania dla kibiców przyjeżdżających na Euro 2012 powierzyli mu nawet ministrowie sportu i rolnictwa. Tymczasem historia przewinień Gesslera sięga 1992 r., kiedy to restaurator dostał nakaz opuszczenia restauracji Krokodyl przy rynku warszawskiego Starego Miasta za niezapłacony czynsz. Dziś oficjalnie nie posiada żadnego majątku, nie ma konta w banku ani nawet prawa jazdy.

Jest bezdomny i bezrobotny, a utrzymuje go syn – co nie jest bez znaczenia – także Adam. Od ponad dwóch lat Gesslera ściga Mateusz Dallali, specjalista w dziale kontroli wewnętrznej Warszawskiego Zakładu Gospodarowania. Jego żmudna, niemal detektywistyczna praca ujawniła całą siatkę spółek i spółeczek powiązanych z Gesslerem oraz skalę oszukańczej działalności restauratora.

Related Posts

Leave A Comment