Blog Single

12 Gru

prawo ponad prawem

Bądź pan człowiekiem

Biznesmeni pokroju Gesslera mają do dyspozycji prawników i mogą sięgnąć po najbardziej subtelne sposoby unikania odpowiedzialności. Zakładają konta na słupy, czyli podstawione osoby, zachowując wszelkie pełnomocnictwa, spółki z o.o., które kontrolują, transferują pieniądze do rajów podatkowych, a nieruchomości i majątek chronią chociażby poprzez ich długoletnie wynajęcie albo wypożyczenie. Z jednej z zadłużonych restauracji, do której po wielu latach w końcu wkroczył komornik, nie udało się wystawić na licytację żadnego przedmiotu – całe wyposażenie było wypożyczone.

Przytłaczająca większość polskich dłużników na pomoc fachowców w wynajdywaniu kruczków prawnych nie może jednak liczyć. Ich zobowiązania są dużo niższe. Ze statystyk wynika, że Polak winien jest średnio – w zależności od tego, który z rejestrów weźmiemy pod uwagę – od 7,5 tys. zł (Krajowy Rejestr Długów) do ponad 17 tys. zł (BIG Infomonitor). Ci ludzie często bronią się trochę po omacku – licząc, że nie zostaną przyłapani na oszustwie, chowają przed komornikiem sprzęt w wersalce, „uśmiercają” dłużnika, zwracając korespondencję wysłaną przez windykatorów z informacją, że szukany delikwent nie żyje. Niektórzy wysyłają nawet fałszywe akty zgonu. Wszystkie te triki łatwo zweryfikować. Dlatego część osób wychodząc z założenia, że najlepszą obroną jest atak, masowo śle na komorników skargi – do UOKiK, rzeczników konsumentów, a nawet do prokuratury.

Gdy wszystkie inne metody zawodzą, dłużnicy próbują apelować do ludzkiej wrażliwości swoich wierzycieli. Do najczęściej wymienianych wymówek dłużników należą: choroba, inne długi, brak pracy, skomplikowana sytuacja rodzinna. Coraz częściej zdarza się, że zdesperowany dłużnik ostrzega nawet o zamiarze popełnienia samobójstwa.

Na wyrozumiałość uczelni liczył Dawid, były student oddziału Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Gdańsku, dla którego ubiegły rok był pasmem tragedii. W lutym chłopak w niewyjaśnionych okolicznościach stracił młodszą siostrę. Dziewczynę wyłowiono martwą z rzeki. Do dziś nie wiadomo, co się wydarzyło feralnej nocy. Gdy do jego rodzinnego domu na Mazurach zapukał komornik, chłopak właśnie przechodził rehabilitację po operacji łokcia. Gdy zobaczył nakaz spłaty 4,6 tys. zł zaległego czesnego za pierwszy rok socjologii, odsetek i kosztów procesowych, był załamany. – Wszystko odbyło się bez mojej wiedzy, zadzwonił komornik, a ja zwyczajnie nie wiedziałem, o co chodzi. Nie miałem nawet żadnej możliwości obrony ani wytłumaczenia – tłumaczy DGP były student. Okazuje się, że cała korespondencja spływała na jego tymczasowy adres w Gdańsku, czesne płacił przez pierwszy semestr, po czym zrezygnował, bo nie miał pieniędzy. Ale zapomniał poinformować uczelnię, że nie chce kontynuować nauki. Wrócił z Gdańska na rodzinne Mazury i o studiach zapomniał. Uczelnia skierowała zaś sprawę do sądu, ten w czerwcu 2013 r. wydał nakaz zapłaty zaległego czesnego. Dawid prosił o umorzenie długu, uczelnia przystała na odstąpienie od części odsetek, ale zażądała natychmiastowej spłaty 3,8 tys. zł. – Z czego? Nie miałem takiej sumy – mówi Dawid. Zaczął więc słać e-maile z groźbą, że ujawni uczelniane machlojki. Opowiadał o tajemniczym skróceniu o rok okresu studiów, o tym, jak zaliczał zajęcia dzięki pracy przetłumaczonej przez internetowego tłumacza, pełnej błędów. Ale i to nie przyniosło rezultatów. – Pan Dawid nie przystał na zaproponowane warunki. Ponadto kierował wiadomości o charakterze prywatnym, przesyłał e-maile niemające znaczenia w sprawie, nie chciał ponownie wnosić o umorzenie zobowiązań ani przedstawić dokumentów świadczących o złej sytuacji finansowej, a także spotkać się z kwestor uczelni, uznając to za zbyt upokarzające. Tym samym nie było podstaw do ponownego rozpatrzenia sprawy – twierdzi Kamil Fibak, pełnomocnik rektora ds. studenckich AHE. Dawid jest załamany, nie ma pracy, a jego dług z dnia na dzień rośnie. Chłopak należy do coraz liczniejszej grupy polskich dłużników – rozczulająco niefrasobliwych ofiar własnej bezmyślności, którym finansowa pętla na szyi się zaciska.

Nasi rozmówcy nie mają złudzeń, że Polacy coraz częściej kombinują, bo mają nieograniczony dostęp do wiedzy, choćby w internecie. I nie chodzi tylko o wspomniane na wstępie e-learningowe szkolenia, ale porady na forach, opracowania kodeksów. W sieci aż roi się od pomysłów na to, jak wystrychnąć na dudka firmę windykacyjną i komornika. Ale zapędy kombinatorów studzi anonimowy bloger windykator. „Jeżeli wydaje Ci się, że Twój wierzyciel to »ciota«, która na pewno nie ma znajomości w półświatku i nie zatrudni bandytów do egzekucji długu, bo każde życie i zdrowie ludzkie (nawet takiego ścierwa jak ty) jest dla niej święte, to też uważaj, bo możesz się przeliczyć” – ostrzega i gra na emocjach, wykorzystując stereotypy na temat półświatka zajmującego się odzyskiwaniem długów. „Połamią Ci ręce i nogi, jak nie oddasz kasy, i nie będziesz mógł sobie wybaczyć tego, że oszukałeś komornika i wierzyciela egzekwującego. O ile w ogóle będziesz żył”.

Related Posts

Leave A Comment